piątek, 20 marca 2015

Rozdział 2

Perspektywa Mii 
     Nareszczecie skończył się hiszpański. Uwielbiam ten przedmiot, ale siedzenie tam w przeświadczeniu, że cały czas jest się obserwowanym nie jest zbyt komfortowe. Vanessa cały czas się na mnie patrzyła i do tego czułam wzork tego nowego na swoich plecach. A może przesadzam ? W końcu chłopak siedzi tuż za mną. Nie ważne, ale Van przesadza. Na pewno ubzdurała sobie coś w tej swojej pustej główce. Nagle zobaczyłam ją na horyzoncie. No cóż, jak to się mówiło "o wilku mowa".
- Słuchaj, Carter. Nawet nie próbuj. On jest mój - usłyszałam jej głosik.
- A bierz go sobie, na zdrowie - znowu udawałam jej mimikę twarzy .
- Mów sobie co chcesz Mia, ale ja swoje wiem. Widziałam jak na niego patrzyłaś - krzyknęła Vansessa. Rany z tą dziewczyną było naprawdę coś nie tak. I chyba się pogarszało, ale wiedziałam, że Zayn wpadł jej w oko i tak łatwo nie wypadnie. Mało mnie to obchodziło, ale nie chciałam mieć kłopotów.
- Co ty taka zamyślona, co ? - usłyszałam Emily.
- A nic takiego - uśmiechnęłam się szczerze.
- Pewnie myślałaś o tym nowym. Niezły jest, co? - uśmiechnęła się zawadiacko.
- Jejku, czy wy wszyscy ogłupieliście - zaczęłam się denerwować - Najpierw Vanessa, potem ty - dodałam.
- Nie porównuj mnie do "panny mam świetny make up", bo serio się obraże - usłyszałam kpinę w jej głosie.
- Sorry, po prostu on mi się wydaje bardziej dziwny, niż spoko - odparłam.
- Jak tam uważasz, ja nie mam zdania. Jeszcze nie zdążyłam go poznać - zaśmiała się.
- Jeszcze? - zapytałam bardziej z rozbawieniem niż zdziwieniem.
- Żartuję. Lecę na angielski - krzyknęła ze śmiechem i tyle jej widziałam.
Takiej to dobrze. Ma angielski, a muszę iść na chemię. Tak, tak uwielbiam ten przedmiot. Chodziaż jest jeden plus, siedzę sama przy stanowisku, więc mogę się skupić i nikt mi nie przeszkadza. Rozmyślając tak weszłam do sali chemicznej i oniemiałam.
- Wolne żarty - pomyślałam.
    Przy moim stanowisku siedział Zayn. No tak jak mogłam na to nie wpaść. Skoro jedyna siedziałam sama to teraz będę siedzieć z nim. Niechętnie podeszłam do swojego stanowiska i usiadłam koło mulata. Bez słowa wyjęłam potrzebne do lekcji rzeczy.
- Przywitać się to nie łaska - usłyszałam jego głos.
- Witaj - odpowiedziałam cicho i zajęłam się pracą. Chemiczka rozdała nam substancje i kazała określić ich nazwę po właściwościach. Było to niezbyt ciekawe, ale udawałam zainteresowaną, aby nie zwracać zbytnio uwagi chłopaka.
- Jak się nazywasz? - ponownie usłyszałam jego lekko zachrapniętny głos.
- Słucham ? - zapytałam, jakbym nie usłyszała pytania.
- Pytam o imię. Znasz moje, a ja twojego nie. To chyba trochę niesprawiedliwe  - powiedział lekko zirytowany.
- Mia Carter - odparłam. W końcu byliśmy w jednej klasie.
- Źle - odpowiedział.
- Przepraszam? - zapytałam lekko zdezorientowana.
- Chodzi o kwas. To kwas siarkowy (VI), a nie (IV) - powiedział. 
- Wcale nie - odrzekłam.
- Tak - drażnił się ze mną.
- Nie, znam się na tym lepiej - skwitowałam.
- Hahaha, jasne. No, ale rób jak chcesz chemiczko od siedmiu boleści - zaśmiał się. Kretyn.
- Co ty powiedziałeś? - zapytałam zdenerwowana.
- Nie, nic, nic. Pracuj dalej - zaśmiał się.
    Już chciałam mu coś odpowiedzieć, ale zadzwonił dzwonek, więc spakowałam się czym prędzej i wyszłam. Teraz wiem napewno. Nie lubiłam tego gościa. Zadufany w sobie palant. Za kogo on się uważa? Tak bardzo chciałam pogadać z Em, ale nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Zadzwoniłam, ale włączyła się poczta głosowa. Stwierdziłam, że udam się do biblioteki. Musiałam wypożyczyć "Hamleta" na lekcje angielskiego. Po drodze zobaczyłam Maxa, ale nie chciałam z nim rozmawiać. On chyba ze mną też. Nigdy na nikim się tak nie zawiodłam, ale cóż to była jego decyzja. Już miałam otworzyć drzwi od czytelni. A tu łup. Drzwiami prosto w twarz. Prawie nie upadłam na ziemię, a w głowie tak mi się zakręciło, że przez chwilę chyba nie kontaktowałam. Kiedy już się ocknęłam zobaczyłam jego. Bezczelnie się śmiał. Tego było już za wiele.
- Sorry, Carter. Serio cię nie widziałem - odpowiedział śmiejąc się.
- Chyba sobie żartujesz - krzyknęłam, ledwo trzymając się na nogach. Zakręciło mi się w głowie i myślałam, że upadnę, ale Zayn  przytrzymał mnie za rękę.
- Nic ci nie jest? - wydawał się bardziej poważny.
- Nie - odpowiedziałam, zabierając swoją rękę. Następnie zniknęłam za drzwiami biblioteki.

Perspektywa Zayna
   Serio, nie chciałem jej uderzyć tymi drzwiami. Może była pyskata i działała mi na nerwy, ale nie przywaliłbym jej drzwiami. Szedłem tak korytarzem i nagle zobaczyłem Van. Tak, zdążyłem się z nią już dzisiaj zapoznać. Może trochę zapatrzona w siebie, ale całkiem ładna. Wydawała się fajną laską. 
- Hejka, Zayn - usłyszałem jej głos i uśmiechnąłem się. - Co ty na to, żebym cię trochę po mieście oprowadziła. I może jakieś kino? - zapytała.
- Pewnie - odpowiedziałem Van, widząc Mię i jej koleżankę. Miała chyba na imię Emily. Ładna buźka. Nie wiem, dlaczego, ale chciałem zrobić Mii na złość, dlatego się zgodziłem i pocałowałem Van w policzek. W końcu co może być bardziej przyjemnego niż wkurzenie najbardziej denerwującej laski umawiając się z najpopularniejszą laską w szkole. Bajka.
***
Hejka ;-) No to mamy drugi rozdział. Mam nadzieję, że ciepło go przyjmiecie.
I proszę, jeśli to czytacie, komentujcie. To sprawia mi ogrąmną radość i bardzo motywuje. ;***

-

3 komentarze:

  1. No no no :D czekam na więcej akcji i zapraszam na mój drugi blog
    myhopeislastway.blogspot.com
    Czekam nn♥

    OdpowiedzUsuń
  2. ;**
    Ja też zapraszam na mój drugi blog
    http://hopeless-wonderful-magic-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo mi się podoba :) Pisz, pisz bo nie mogę się doczekać :D

    OdpowiedzUsuń