Perspektywa Mii
Była sobota. W końcu mogłam odpocząć. Bez ciągłego słuchania nauczycieli i jazgotu Vanessy. Bez głupich docinek Zayna. Od tygodnia nie dawał mi spokoju. Nienawidziłam go ze wzajemnością. Ciągle mu coś nie pasowało, a odkąd zaczął spotykać się z Van było jeszcze gorzej. Ale ja przecież nie jestem jakąś szarą myszką, która nie umie się bronić. Czemu mam przejmować się takim frajerem? Postanowiłam o nim nie myśleć i zadzwoniłam do Emily.
- Hejka - powiedziałam radośnie.
- No hej. Błagam. Powiedz, że zadzwoniłaś, żeby zabrać mnie na zakupy - zaśmiała się.
- Ej, a podobno wcale nie jesteś jasnowidzem - zażartowałam.
- Błagam - zakpiłam Em.
- Jestem u ciebie za 30 minut - powiedziałam i odłożyłam słuchawkę.
Uśmiechnęłam się sama do siebie i postanowiłam się przygotować na shopping. O rany, nie wierzę, że to powiedziałam. Chyba zamieniam się w Vanessę Cook. Spojrzałam w lustro.
- Katastrofa - pomyślałam widząc swoje odbicie. Błękitna koszulka i szary dres nie nadawały się na wyście z domu, oj nie. Założyłam czarne rurki, dość luźną, szarą koszulkę i czarną, skórzaną kurtkę. Do tego ubrałam czarne botki. Włosy związałam w kucyk i lekko podkreśliłam oczy. Efekt był idealny. Spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze 10 min. Wzięłam torebkę i zeszłam na dół.
- Mamo, biorę samochód - powiedziałam.
- Gdzie jedziesz ? - zapytała.
- Na zakupy z Emily. Później może skoczymy do jakiegoś klubu, ale wrócę przed jedenastą - powiedziałam i już mnie nie było.
Pojechałam po Em i po 20 minutach byłyśmy w galerii handlowej. Najpierw poszłyśmy do Victoria's Secret i kupiłyśmy kostiumy kąpielowe. Później byłyśmy w Coco Chanel, H&M i Zarze.
- Chodźmy do American Eagle - powiedziała Em.
- Okay, ale później już idziemy. Trochę późno - uśmiechnęłam się lekko.
- Tak, idziemy do klubu - zaśmiała się Em.
W American Eagle kupiłyśmy sobie jeansy i postanowiłyśmy jechać trochę potańczyć. Byłam bardzo zadowolona. Chciałam się rozerwać, zapomnieć o problemach. Wizyta w klubie była idealnym rozwiązaniem. Zaparkowałam auto i razem z Emily weszłyśmy do środka. Uderzył mnie dźwięk głośniej muzyki i zapach alkoholu. Nie przeszkadzało mi to. Chciałam po prostu sie bawić.
- Zamówimy sobie po drinku? - zapytała Em.
- Kurdę, przecież ja prowadzę - odparłam.
- Trudno, czyli tylko ja mogę się dzisiaj zabawić -powiedziała i zamówiła sobie wódkę z sokiem.
Po paru minutach poszłyśmy tańczyć. Na parkiecie było dużo ludzi, ale nie przeszkadzało mi to. Dobrze się bawiłam. Raz tylko trochę się wkurzyłam jak jakiś oblech zaczął się do mnie przystawiać i chciał ze mną tańczyć, ale go spławiłam. Emily rozkręciła sie na dobre. Tańczyła bez opamiętania. Jak na nią patrzyłam chciało mi się śmiać. Taką ją lubiłam najbardziej. Wesołą dziewczynę, która żyje pełnią życia. Nagle poczułam, że mój telefon wibruje mi w kieszeni.
- Halo, mamo. Co tam ? - zapytałam.
- Mia, jest prawie dwunasta. Masz wracać do domu - usłyszałam zdenerwowany głos mamy.
- Em, muszę się zbierać. Idziesz? - zapytałam.
- Nie, jak musisz to idź. Ja zostanę - odpowiedziała.
- Jesteś pewna - nie chciałam zostawać jej samej.
- Tak - powiedziała i poszła dalej tańczyć.
- Okay - powiedziałam sama do siebie i wyszłam z klubu.
Perspektywa Emily
Dochodziła druga w nocy, a ja bawiłam się doskonale. Dawno nie byłam na tak dobrej dyskotece. Jednak odczuwałam już lekkie znużenie, więc postanowiłam się zbierać. Z klubu wyszłam około wpół do trzeciej. Musiałam udać się na autobus. Trochę się bałam, ale w końcu co mogło mi się stać. Byłam już całkiem nie daleko przystanku. Skręciłam w boczną uliczkę i nagle usłyszałam za sobą jakiś rumot. Bardzo się przestraszyłam.
- Halo - ledwo wydobyłam z siebie jakiś dźwiek. Cisza.
- Jest tam kto? - zapytałam z przerażeniem.
Odwóciłam się i o mało nie umarłam z przerażenia. Przede mną stał jakiś mężczyzna w kapturze. Niestety nie widziałam jego twarzy.
- Czego chcesz? - wyjąkałam.
- Emily, Emily - zaśmiał się. On mnie znał, a ja znałam jego głos. Nie umiałam go dopasować do żadnej osoby, ale znałam go.
- Puść mnie. Daj mi przejść - powiedziałam z większą pewnością siebie.
- Chyba żartujesz. Mam cię tak po prostu wypuścić - wyczułam kpinę w jego głosie. Coraz bardziej się bałam.
- Czego chcesz? - moje ręce trzęsły się coraz bardziej.
- Nie, jak musisz to idź. Ja zostanę - odpowiedziała.
- Jesteś pewna - nie chciałam zostawać jej samej.
- Tak - powiedziała i poszła dalej tańczyć.
- Okay - powiedziałam sama do siebie i wyszłam z klubu.
Perspektywa Emily
Dochodziła druga w nocy, a ja bawiłam się doskonale. Dawno nie byłam na tak dobrej dyskotece. Jednak odczuwałam już lekkie znużenie, więc postanowiłam się zbierać. Z klubu wyszłam około wpół do trzeciej. Musiałam udać się na autobus. Trochę się bałam, ale w końcu co mogło mi się stać. Byłam już całkiem nie daleko przystanku. Skręciłam w boczną uliczkę i nagle usłyszałam za sobą jakiś rumot. Bardzo się przestraszyłam.
- Halo - ledwo wydobyłam z siebie jakiś dźwiek. Cisza.
- Jest tam kto? - zapytałam z przerażeniem.
Odwóciłam się i o mało nie umarłam z przerażenia. Przede mną stał jakiś mężczyzna w kapturze. Niestety nie widziałam jego twarzy.
- Czego chcesz? - wyjąkałam.
- Emily, Emily - zaśmiał się. On mnie znał, a ja znałam jego głos. Nie umiałam go dopasować do żadnej osoby, ale znałam go.
- Puść mnie. Daj mi przejść - powiedziałam z większą pewnością siebie.
- Chyba żartujesz. Mam cię tak po prostu wypuścić - wyczułam kpinę w jego głosie. Coraz bardziej się bałam.
- Czego chcesz? - moje ręce trzęsły się coraz bardziej.
- Nie wiem, kiedy jestem głodny to mi się gorzej myśli - zaczął iść w moim kierunku.
Moje przerażenie sięgnęło zenitu. Głodny? Czy on był normany. Boże, w co ja się wpakowałam? Nie zdążyłam zareagować, nie mogłam nic zrobić. Chłopak rzucił się na mnie. Poczyłam piękący ból w szyji. Krzyczałam, ale nikt mnie nie słyszał. Nikt mi nie pomógł. Później było już tylko ciemniej i ciemniej. Nagle ból stał się mniejszy. Poczułam jak napastnik przystawił mi swoją rękę do ust. Poczułam metaliczny smak krwi. Później zapadłam w otchłań ciemności.
Perspektywa Mii
- Mia, obudź się - usłyszałam głos mamy.
- Mamo, jest czwarta nad ranem. Idź spać - powiedziałam zaspana.
- Mia, dzwoniła pani Johnson. Emily jest w szpitalu - odparła, a mi wcale nie chciało się już spać.
- Mamo, jedziemy tam - krzyknęłam i zaczęłam się szybko ubierać.
20 minut później
Moją osobą targały teraz różne myśli. Obwiniałam się. Jakbym jej nie pozwoliła zostać to nic by się nie stało. Jeśli coś jej się będzie to tego sobie nie daruję. Boże, ale dlaczego Em? To niesprawiedliwe.
- Panie doktorze. Ja do Emily Johnson. Co z nią? Muszę się z nią zobaczyć - powiedziałam zrozpaczona.
- Pani Johnson jest nie przytomna. Proszę poczekać - odpowiedział i odszedł.
Nigdy tak się o kogoś nie bałam. Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Czekałam już pół godziny i nie wiedziałam co z nią jest. Każda minuta była jak niekończąca się wieczność. To nie mogło być coś poważnego, nie mogło.
- Mia Carter ? - usłyszałam.
- Tak, to ja - powiedziałam.
- Pani koleżankę pogryzł pies - odparł bez namiętnie.
- Pies? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak, straciła dużo krwi. Zrobiliśmy jej zastrzyk na wściekliznę, aby nie doszło do ewentualnego zakażenia. Wybudziła się , więc możesz ją zobaczyć - powiedział,a ja szybko poszłam do sali, gdzie leżała Em.
Była taka blada, ledwo oddychała. Musiała się tak wiele nacierpieć. Jak w środku miasta zaatakował ją dziki pies, do cholery? Emily i to jej "szczęście".
- Em, słyszałam co się stało. Ten pies, tak mi przykro - głos mi się załamał.
- To nie był pies - wyszeptała.
- O czym ty mówisz? Jesteś pogryźona - odrzekłam.
- To był chłopak - powiedziała cicho.
- Co jakiś chłopak cię skrzywdził? - zapytałam z przejęciem w głosie.
- Wampir - szepnęła, a ja przez chwilę nie mogłam złapać oddechu.
Moje przerażenie sięgnęło zenitu. Głodny? Czy on był normany. Boże, w co ja się wpakowałam? Nie zdążyłam zareagować, nie mogłam nic zrobić. Chłopak rzucił się na mnie. Poczyłam piękący ból w szyji. Krzyczałam, ale nikt mnie nie słyszał. Nikt mi nie pomógł. Później było już tylko ciemniej i ciemniej. Nagle ból stał się mniejszy. Poczułam jak napastnik przystawił mi swoją rękę do ust. Poczułam metaliczny smak krwi. Później zapadłam w otchłań ciemności.
Perspektywa Mii
- Mia, obudź się - usłyszałam głos mamy.
- Mamo, jest czwarta nad ranem. Idź spać - powiedziałam zaspana.
- Mia, dzwoniła pani Johnson. Emily jest w szpitalu - odparła, a mi wcale nie chciało się już spać.
- Mamo, jedziemy tam - krzyknęłam i zaczęłam się szybko ubierać.
20 minut później
Moją osobą targały teraz różne myśli. Obwiniałam się. Jakbym jej nie pozwoliła zostać to nic by się nie stało. Jeśli coś jej się będzie to tego sobie nie daruję. Boże, ale dlaczego Em? To niesprawiedliwe.
- Panie doktorze. Ja do Emily Johnson. Co z nią? Muszę się z nią zobaczyć - powiedziałam zrozpaczona.
- Pani Johnson jest nie przytomna. Proszę poczekać - odpowiedział i odszedł.
Nigdy tak się o kogoś nie bałam. Nie mogłam już dłużej wytrzymać. Czekałam już pół godziny i nie wiedziałam co z nią jest. Każda minuta była jak niekończąca się wieczność. To nie mogło być coś poważnego, nie mogło.
- Mia Carter ? - usłyszałam.
- Tak, to ja - powiedziałam.
- Pani koleżankę pogryzł pies - odparł bez namiętnie.
- Pies? - zapytałam z niedowierzaniem.
- Tak, straciła dużo krwi. Zrobiliśmy jej zastrzyk na wściekliznę, aby nie doszło do ewentualnego zakażenia. Wybudziła się , więc możesz ją zobaczyć - powiedział,a ja szybko poszłam do sali, gdzie leżała Em.
Była taka blada, ledwo oddychała. Musiała się tak wiele nacierpieć. Jak w środku miasta zaatakował ją dziki pies, do cholery? Emily i to jej "szczęście".
- Em, słyszałam co się stało. Ten pies, tak mi przykro - głos mi się załamał.
- To nie był pies - wyszeptała.
- O czym ty mówisz? Jesteś pogryźona - odrzekłam.
- To był chłopak - powiedziała cicho.
- Co jakiś chłopak cię skrzywdził? - zapytałam z przejęciem w głosie.
- Wampir - szepnęła, a ja przez chwilę nie mogłam złapać oddechu.
***
Tego się nie spodziewaliście ;-) Mam nadzieję, że Wam się spodoba. I pamiętajcie KOMENTARZ = RADOŚĆ I LEPSZA MOTYWACJA DO PRACY ;**
Super ♥
OdpowiedzUsuń